Płonka-Kuc-Graj

Z cyklu: 70 lat bielawskiej lekkiej atletyki. Tom 2: Złote lata pięćdziesiąte

Okres lat 1950 –1960 to bardzo znaczący  etap tej dyscypliny sportu w Bielawie oraz w kraju. A może odwrotnie?  Sukcesy otwierał w pierwszych latach Władysław Płonka a zamykał sukcesami na stadionach w dalekiej Azji, Stanisław Swatowski. Pan Władysław reprezentował barwy naszego kraju i ustanawiał rekordy od 1000 m do 10 km. W lasku  bulońskim pod Paryżem, w   biegu L”Humanite,  rywalizował z  rekordzistami świata  Emilem Zatopkiem oraz Włodzimierzem Kucem.

Władysław Płonka razem z Krzyszkowiakiem, Chromikiem oraz Ożogiem tworzyli kwartet obsadzający większość biegów długich w meczach międzypaństwowych. Obok Pana Władysława w tym czasie w reprezentacyjnym dresie paradowali: Stanisław  Swatowski (400m, 4×400 m), Stanisław Bienias (4×400 m) a nieco później Janina Hasse (400 m) oraz Karolina Łukaszczyk (rekordzistka na 400 m oraz 800 m).

 

Drużyna Bielawianki pod  koniec lat  50-tych uczestniczyła w rywalizacji o mistrzostwo II ligi lekkoatletycznej. To była mocna liga a bielawski zespół stanowił monolit. W tym czasie obok Płonki, Hasse i Łukaszczyk sukcesy międzynarodowe odnosili: Czesław Kita (800 m oraz 400 m ppł), Czesław Duda (oszczep), Jolanta Kornatowska (skok wzwyż), Czesława  Kłobuszyńska (400 i 800 m), Stefan Cichocki oraz Władysław Dradra  (skok wzwyż).

 

Znakomitym  występem w 1954 roku na stadionie 10-lecia w Warszawie, podczas Memoriału Janusza Kusocińsiego popisał się Władysław Płonka. Od tego biegu  nazywany był przez kolegów z  reprezentacji „spłonką”. Żaden z polskich biegaczy nie zamierzał walczyć z późniejszym mistrzem olimpijskim rekordzistą świata w biegu na 5000 m, reprezentantem  Związku Radzieckiego – Włodzimierzem Kucem. Uczynił to Pan Władysław. Mistrz poczuł się zagrożony a bielawski biegacz  do tego stopnia  rozgrzał widownię na trybunach, że zawstydzeni biegacze podjęli w końcu walkę i dopiero tuż przed samą metą dogonili malutkiego, ale walecznego długodystansowca z Bielawy. Zawody wygrał Kuc i po biegu, jako pierwszy pogratulował Panu Władkowi znakomitego występu. Czas jaki uzyskał Władysław Płonka na dystansie 5 km (14:14,7 min) do dnia dzisiejszego jest rekordem powiatu. Nie tylko ten wynik Pana Władysława jest  rekordem: 1000 m (2:31,2 min), 1500 m (3:51,2 min), 3000 m (8:18,4 min), 10000 m (30:11,4 min) zostały  zapisane i zarezerwowane w tabelach rekordów powiatu dzierżoniowskiego na rzecz bohaterskiego sportowca z Bielawy.

Płonka-Kuc-Graj

Zdjęcie 1. Wielka trójka na 5000 metrów: Płonka, Kuc i Graj.

 

Inny, znakomity biegacz  rodem z Bielawianki to Stanisław Swatowski. Znakomity był na dystansie 400 metrów oraz w biegu sztafetowym 4×400 m. Był rekordzistą kraju i 16-krotnym mistrzem Polski. Szybko odkryto jego niebywały talent  sportowy i podobnie jak Pani Janina Hasse po krótkim pobycie w Bielawie został powołany do wojska i klubu WKS „Legia” Warszawa. Do innego klubu Wojskowego, „Zawiszy” z  Bydgoszczy została „powołana” inna bielawska biegaczka, reprezentantka Polski, Karolina Łukaszczyk. Takie „powołania” były wówczas zjawiskiem nagminnym i często miały niecodzienny przebieg. Stanisław  Swatowski  wsławił się zwycięstwem dla  polskiej reprezentacji ważnym wynikiem, bo  uzyskanym w meczu międzypaństwowym pomiędzy Polską a NRF-em. Zwycięstwo to zdecydowało o tym,  która reprezentacja była lepsza i od tamtego zwycięstwa zespół Polski zaliczony został do elity światowej lekkiej atletyki (tuż za USA i ZSRR). Stało się to między innymi, dzięki mistrzowi z Bielawy, który w pamiętnym meczu pokonał w biegu na 400 metrów wicemistrza olimpijskiego Niemca Hasse”go.  Pan Stanisław Swatrowski dwukrotnie uczestniczył w igrzyskach olimpijskich a najlepszy swój występ zanotował w na IO w Tokio w 1964 roku, zajmując 6-te miejsce w biegu rozstawnym 4×400 m.

Warto jeszcze wspomnieć rok 1959 i dwa tytuły mistrzowskie kraju w biegach przełajowych Władysława Płonki i Janiny Hasse. Udział Pani Janiny w Mistrzostwach Europy w Belgradzie oraz Budapeszcie.

 

Udział bielawskiej drużyny w zawodach  państwowej II–giej ligi blednie przy osiągnięciach bielawskich mistrzów, ale dzięki  tej rywalizacji ligowej można było do zawodów wystawiać bezpośrednie zaplecze stanowiące o sile bielawskiego Klubu. Tacy sportowcy jak: Jolanta Kornatowska, Stefan Cichocki, Władysław Dradra, Julian Bełej, Julian Chrząstek, Czesław Kita,  Czesław Duda, Franciszek Szkudlarek (piłkarz i jednocześnie sprinter),  Mieczysław Biernaciak, Maria Rudówna, Zdzisław Różycki, Edward Puzio,  Elżbieta   Lewandowska, Stanisław Bienias, Edward Puzio i wielu, wielu innych uczestniczyło i  zaznaczyło Bielawę na sportowej mapie Polski.

 

W tym niezwykle udanym 10-leciu bielawska lekkoatletyka charakteryzowała się niezwykle prężną działalnością, zarówno organizacyjną, jak i znaczącymi osiągnięciami sportowymi. Aktywnymi działaczami  tej sekcji Klubu Sportowego „Bielawianki” byli tradycyjnie: Tadeusz Szermer, Ryszard  Kiner oraz Józef Drożdżyński. Sędziowie, trenerzy, działacze to  dość liczna grupa bardzo oddanych ludzi,  która uczestniczyła w tworzeniu ówczesnej potęgi w lekkiej atletyce. W 1954 roku na znakomicie utrzymanej bieżni lekkoatletycznej i zapleczu w postaci czterech  skoczni, dwóch rzutni oraz rowu z wodą do biegu z przeszkodami, przeprowadzono mityng  lekkoatletyczny  z udziałem kadry narodowej,  która  przebywała wówczas na obozie przygotowawczym w Rościszowie. Kogo tam nie było. Janusz Sidło rzucał oszczepem i pchał kulą, Mieczysław Biernaciak mu w tym przeszkadzał i tylko kilka centymetrów  zabrakło w pchnięciu kulą do pokonania mistrza. W skoku wzwyż rywalizowali Fabrykowski i Lewandowski. Sprint to domena Emila Kiszki. Adamczyk skakał o tyczce. Komentował dla Polskiego Radia niezapomniany Karol Hofman. Widzów było podobno 10 tyś.,  licząc  tych na drzewach oraz na dachu budynku klubowego.

Podobne rozmiarami zdarzenie w Bielawie miało miejsce ponownie dopiero w 1961 roku, kiedy to piłkarska Bielawianka walczyła o awans do II  ligi a rywalem była drużyna z Wałbrzycha. Kierownikiem sekcji lekkoatletycznej w czasach bojów toczonych w zawodach II- ligowych był niezapomniany Józef Drożdżyński. Człowiek sportu wykwalifikowanego. Znakomitość w piłce siatkowej oraz ten,  którego kultura osobista  oraz obycie towarzyskie znane było nie tylko w Bielawie. Wyprowadzić z równowagi pana Józefa było niezwykle trudno.